Premier Donald Tusk odniósł się w piątek do rosnącej fali wątpliwości wokół prawidłowości przeprowadzonych wyborów prezydenckich. Zapytany podczas konferencji prasowej, czy popiera ideę przeliczenia wszystkich głosów, odpowiedział z namysłem:
– Spodziewałem się tego pytania – powiedział Tusk, sięgając demonstracyjnie po egzemplarz Konstytucji RP.
Chwilę później, przed kamerami, premier zacytował artykuł 129 konstytucji, który reguluje kwestie ważności wyboru prezydenta:
– „Ważność wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej stwierdza Sąd Najwyższy. Wyborcy przysługuje prawo zgłoszenia do Sądu Najwyższego protestu przeciwko ważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej na zasadach określonych w ustawie.”
Premier podkreślił, że prawo do składania protestów wyborczych to nie tylko formalność, ale jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa.
– Prawo to jest zapisane w konstytucji nieprzypadkowo. Autorzy konstytucji – i chyba my wszyscy – uznaliśmy swego czasu, że prawo do głosowania to także prawo do bycia poważnie traktowanym przez instytucje państwa – mówił Tusk.
Jak zaznaczył, organy odpowiedzialne za przebieg i ocenę wyborów powinny z pełną powagą i szacunkiem rozpatrzyć każdy protest wyborczy, niezależnie od jego źródła czy skali. W jego ocenie, właśnie w takich chwilach sprawdza się prawdziwa jakość demokracji.
Tusk nie zadeklarował wprost, że opowiada się za pełnym przeliczeniem głosów, ale jego słowa mogą być odebrane jako wsparcie dla działań Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, który złożył już kilka wniosków o dopuszczenie dowodów z oględzin kart wyborczych w różnych komisjach, m.in. w Biszczy.
Wobec narastającej presji opinii publicznej i niepewności wokół legalności działań Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, głos premiera może stanowić ważny sygnał polityczny, że sprawa wyborów 2025 wciąż pozostaje otwarta.