Rząd Donalda Tuska nie zamierza likwidować Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego – jednej z instytucji powołanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Choć jeszcze kilka miesięcy temu jego przyszłość stała pod dużym znakiem zapytania, dziś wiadomo już, że Instytut otrzyma nowy kierunek działania. Tym razem badacze mają skupić się nie tylko na niemieckich zbrodniach wojennych, ale także – co istotne – na stratrach wyrządzonych Polsce przez Związek Radziecki.
To nowa i zarazem symboliczna decyzja w polityce historycznej obecnego rządu. Choć przez długi czas mówiło się o możliwym połączeniu Instytutu Strat Wojennych z Instytutem Pileckiego albo nawet jego całkowitym wygaszeniu, dziś staje się jasne, że gabinet Tuska postanowił odświeżyć i przemodelować jego działalność, nadając jej nowe priorytety.
Od marginalizacji do ponownej aktywizacji
Po objęciu władzy przez nowy rząd, Rada Naukowa Instytutu została odwołana, a sama instytucja przestała funkcjonować w dotychczasowym kształcie. Przez wiele tygodni nie było wiadomo, kto formalnie kieruje Instytutem, a jego aktywność – przynajmniej publicznie – praktycznie zamarła. W mediach pojawiały się liczne spekulacje o rychłej likwidacji jednostki.
Jan Grabiec, szef KPRM, tłumaczył wówczas, że “nakłady środków ze strony budżetu państwa w stosunku do efektów pracy tych instytutów są nieproporcjonalne” i zapowiedział audyt oraz ocenę sensowności dalszego istnienia takich podmiotów. Sam Instytut – jego zdaniem – nie dostarczył dotąd wyników pracy, które usprawiedliwiałyby jego utrzymanie.
Nowy kierunek: badania nad rabunkami sowieckimi
Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Jak wynika z ustaleń medialnych, Instytut nie tylko pozostanie, ale ma rozpocząć prace nad dokumentowaniem strat wojennych wyrządzonych przez ZSRR. To rozszerzenie dotychczasowego pola badawczego, które skupiało się głównie na niemieckich zniszczeniach z okresu II wojny światowej.
To znacząca zmiana podejścia, która – jak wskazują eksperci – może być próbą budowania bardziej kompleksowej narracji historycznej, obejmującej również sowiecki udział w dewastacji polskiego majątku, kultury i społeczeństwa.
Można przypuszczać, że badania mogą dotyczyć m.in. takich wydarzeń jak:
- grabieże dokonywane przez Armię Czerwoną w latach 1944–1945,
- wywózki polskich dóbr kultury na Wschód,
- straty ludzkie i materialne związane z okupacją sowiecką na Kresach Wschodnich,
- konfiskaty mienia prywatnego i kościelnego w latach powojennych.
Rewizja bez rewolucji?
Zamiast więc radykalnej czystki – rząd Tuska wybiera drogę ewolucyjnej transformacji. Zachowując instytucję jako ramę organizacyjną, zmienia jej merytoryczne cele i narrację, jednocześnie – przynajmniej formalnie – nie kontynuując wprost linii PiS. To strategia znana z innych obszarów działania obecnego gabinetu: zmieniać treść, a niekoniecznie strukturę.
W ten sposób Instytut Strat Wojennych może stać się narzędziem nowej polityki pamięci, która zamiast konfrontacyjnych roszczeń reparacyjnych wobec Niemiec, będzie budować obraz Polski jako ofiary zarówno zachodniego, jak i wschodniego totalitaryzmu.
Pytania o przyszłość
Nie wiadomo jeszcze, kto pokieruje nową odsłoną Instytutu. Brakuje też informacji o składzie nowej Rady Naukowej i konkretnych planach badawczych. Pewne jest natomiast, że Instytut nie zostanie zlikwidowany, a jego przyszłość – po miesiącach niepewności – zaczyna się klarować.
Czy badania nad sowieckimi zbrodniami zyskają szerokie społeczne zainteresowanie? Czy nowa misja wystarczy, by uzasadnić dalsze finansowanie tej instytucji z budżetu państwa? I wreszcie – czy polityka historyczna Tuska znajdzie balans między pamięcią a pragmatyzmem?
To pytania, które będą towarzyszyć drugiemu życiu Instytutu Strat Wojennych.