Profesor, a następnie rektor krakowskiej szkoły teatralnej lubił się śmiać również z siebie.
Uniknął tym sposobem podstępnej manii wielkości.
A wśród tych, którzy dzierżą władzę bywa ona często smutnym końcem.
Widział potrzebę zabierać głos w sprawach ważnych. Nawet za cenę hejtu ze strony ludzi małych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
„Gigant sceny”
Odszedł Jerzy Stuhr. Typowy polski inteligent. Nim na trwale związał swoje życie z aktorstwem skończył polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zresztą jak każdy człowiek renesansu spełniał się na wielu płaszczyznach.
Zarówno jako aktor, reżyser, pedagog, czy szczęśliwy mąż i ojciec. Gdy odchodzi legenda, trudno zebrać myśli. Jak mówić o takim talencie połączonym z ogromną pracowitością. I pokorą wypracowaną przez dziesiątki lat na scenie. Zyskującą nowe znaczenie, gdy przyszło mu się mierzyć ze śmiertelną chorobą. O której opowiadał i którą opisywał bez ogródek. Dając jednak tym nadzieję wątpiącym. Pokazując, że życie jest darem największym. Nie było w tym krzty taniej sensacji. Bowiem odsłaniając swój strach przed śmiercią, ukazuje się również prawdziwą wielkość.
A przecież już sam dorobek zawodowy sprawił, że Jerzy Stuhr stał się jednym z wielkich. Niezliczone wcielenia teatralne, aplauz tłumów przy każdej premierze. I dziesiątki ról filmowych. Może z racji większej dostępności to one zapadły nam bardziej w pamięci.
Jerzy Stuhr
Grał u najlepszych: Falka, Wajdy, Machulskiego, Kieślowskiego. Z tym ostatnim kino połączyło Jerzego Stuhra w sposób szczególny. Tak bywa, gdy dwóch wyjątkowo uzdolnionych artystów spotka się na planie.
Daleko jednak było Panu Jerzemu do nadmiernego patosu. Udowodnił to wielokrotnie. Choćby rolą Maksa w „Seksmisji”, bądź występem w Opolu, kiedy przekonywał, że „Śpiewać każdy może”. Młodszej publiczności jego głos kojarzył się z fenomenalnym Osłem w „Shreku”. Nie odżegnywał się od tej roli. Bo postawione przed sobą zadanie artystyczne wykonywał zawsze w pełni. Spory w tym udział miał jego dystans do swojej osoby. Profesor, a następnie rektor krakowskiej szkoły teatralnej lubił się śmiać również z siebie. Uniknął tym sposobem podstępnej manii wielkości. A wśród tych, którzy dzierżą władzę bywa ona często smutnym końcem. Widział potrzebę zabierać głos w sprawach ważnych. Nawet za cenę hejtu ze strony ludzi małych.
Ceniony za granicą, pokochał Italię. A ona odwdzięczyła mu się również miłością, czego dowodem jest jego udział we włoskiem kinematografii.
AD
Przede wszystkim jednak o wielkości Jerzego Stuhra świadczy wymiar osobisty. Był po prostu dobrym człowiekiem. Może brzmi to jak banał, ale osobiście uważam inaczej. Zbyt łatwo można ulec pokusie zła, aby nie docenić przyzwoitości innych. A Jerzy Stuhr był przyzwoitym człowiekiem