Lenuta uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami.
– Mama jest we Włoszech. Nie słyszałam od niej od dwóch lat. Mój ojciec… Nawet nie wiem, jak wygląda.
Tasia poczuła gulę w gardle, ale nic nie powiedziała. Patrzyły na siebie jak dwie zagubione dusze, które, nie znając się, rozumiały się na pierwszy rzut oka.
Wieczorem, gdy zgasło światło w sypialni, dziewczyny rozmawiały szeptem. Lenuta powiedziała jej, że w tym ośrodku mieszkają dzieci z całego świata – niektóre przywiezione z ulicy, inne porzucone przez krewnych, a jeszcze inne, tak jak ona, bez rodziców.
Reklamy– Przyzwyczaisz się – powiedziała. – Ale nie pozwól, żeby ktoś podeptał twoją duszę. Trzymaj głowę wysoko.
Tasia pomyślała o swojej matce i o tym, jak zawsze powtarzała jej, że dobroć to siła, a nie słabość. I postanowiła, że bez względu na wszystko, nie pozwoli, by świat uczynił ją zgorzkniałą.
Dni zaczęły do siebie pasować. Rano – szkoła. Po południu – sprzątanie, odrabianie lekcji, niesmaczne jedzenie. Ale każdego wieczoru ona i Lenuta siadały na górnym łóżku i marzyły.
– Chcę zostać fryzjerką – mawiała Lenuta. – Żeby upiększać kobiety, żeby wychodziły z uśmiechem.
– A ja będę pielęgniarką, żeby pomagać ludziom. Tego chciała mama – odpowiadała Tasia.
I się śmiały. Przez kilka minut każde z nich zapomniało, gdzie jest.
Ale pewnego dnia, w szkole, do klasy weszła nowa nauczycielka. Miała włosy związane w kok i łagodne, ale stanowcze spojrzenie. Przedstawiła się: pani Mariana, nauczycielka biologii.
Kiedy usłyszała historię Tasi, zaczęła się nią interesować. Przynosił jej książki, opowiadał o świecie szpitali, o tym, że każdy pacjent potrzebuje nie tylko leków, ale i dobrego słowa.
„Masz dobrą duszę, Tasiu” – powiedział jej kiedyś. „Utrzymuj czystość, a odniesiesz sukces”.
Te słowa utkwiły jej w sercu.
Czas mijał, a Tasia pilnie się uczyła. Ukończyła liceum z dobrymi ocenami i z pomocą pani Mariany dostała się do miejskiej szkoły zdrowia.
Kiedy opuściła ośrodek, Lenuta podeszła, żeby ją przytulić.
„Widzisz? Mówiłam ci, że odniesiesz sukces. Pamiętaj: nigdy nie zapominaj, skąd pochodzisz”.
Minęły lata. Tasia została młodą pielęgniarką w szpitalu w Botoszanach. Pracowała na oddziale pediatrycznym, a dzieci ją uwielbiały. Przynosił im zabawki, opowiadał bajki, ocierał łzy.
Pewnego dnia na korytarzu zobaczył małą dziewczynkę siedzącą samotnie na krześle i płaczącą. Podszedł do niej, pochylił się i zapytał łagodnym głosem:
– Jak masz na imię, kochanie?
– Lenuto – powiedziała dziewczynka między szlochami. – Mama jest chora…
Tasia uśmiechnęła się i poczuła, jak ściska jej się serce.
Uklęknął przed nią i powiedział:
– Wiesz coś? Wszystko będzie dobrze. Czasami życie uczy, by być silnym, nawet gdy myślisz, że już nie dasz rady.
W tym momencie Tasia zrozumiała, że koło życia się obraca. Że ból przeszłości przerodził się w siłę teraźniejszości.
Spojrzała w niebo i po raz pierwszy od wielu lat poczuła, jak jej matka znów się uśmiecha.