— …teraz, nie jutro, nie wiosną.
Wszyscy ucichli.
Igor nagle wstał z krzesła.
— Marina, co ty robisz? Porozmawiajmy spokojnie.
— Już dość rozmawialiśmy — jej głos był cichy, ale ostry. — Rozmawialiśmy pół roku. Ja, sam na sam.
Pani Tamara zmarszczyła nos.
— Posłuchaj jej, co za widowisko. Jeszcze się porządnie nie najedliśmy, a ona już nas wyrzuca.
— Właśnie — Marina skinęła głową. — Bo u mnie w domu nie wyrzuca się jedzenia i nie depcze się ludziom po nogach.
Paweł stał przy drzwiach, wyprostowany.
Spojrzał na matkę z milczącą dumą.
— Marina, twoja matka przesadza, wiesz, jaka ona jest… — Igor próbował się uśmiechnąć.
— To nie twoja matka jest problemem, Igorze. To ty.
Zamrugał.
— Zamilkłaś. Jadłaś. Śmiałaś się. Kalkulowałaś.
I wykorzystałaś mnie.
Alina odłożyła słuchawkę.
— Serio? Wyrzucasz nas na pogawędkę?
— Nie na pogawędkę. Na prawdę.
Marina wzięła głęboki oddech.
— Prawda jest taka, że pracuję, płacę rachunki, wychowuję dziecko.
Prawda jest taka, że nie ma tu hotelu ani schroniska na zimę.
Prawda jest taka, że miłości nie mierzy się oszczędnościami na czynszu.
Igor podszedł bliżej.
— Daj spokój, nie dramatyzuj. Gdzie mam iść o tej porze?
— Do twojej matki. Albo do siostry. Albo gdziekolwiek chcesz.
Ale nie tutaj.
Pani Tamara wstała.
— Widzisz? Mówiłam ci, że ona nie jest poważną kobietą. Emocjonalna, niestabilna.
Marina uśmiechnęła się po raz pierwszy.
— A mówiłam ci, że nie jestem wycieraczką.
Wzięła klucze ze stołu i schowała je do torby.
— Pięć minut.
Igor chciał coś powiedzieć, ale Paweł zrobił krok naprzód.
— Nie mów tak do mojej mamy.
Igor zatrzymał się.
W ciągu pięciu minut w holu rozległ się odgłos kroków, westchnień i nerwowych szeptów.
Drzwi zatrzasnęły się.
Cisza.
Marina opadła na krzesło.
Ręce jej drżały.
Paweł podszedł i ją przytulił.
— Dobrze zrobiłaś, mamo.
Przytuliła go do piersi.
— Przykro mi, że słyszałaś.
— Tak będzie lepiej — powiedział. — Teraz wiem, że jesteśmy tylko my. I to wystarczy.
Wieczorem Marina sprzątnęła ze stołu.
Wyrzuciła poplamiony obrus.
Otworzyła okno.
Chłodne, czyste powietrze.
Po raz pierwszy od dawna nic jej już nie bolało.
Nic nie straciła.Zdobyła spokój.I szacunek.
A tego, ani za lei, ani za obietnice, nie da się kupić.