W małej wiosce w Rumunii, w szarą niedzielę, odbył się pogrzeb, który rozdarł serca wszystkich obecnych. Nie tylko dlatego, że człowiek, który odszedł od żywych, był kochany i szanowany… ale dlatego, że ktoś, z czterema łapami i wilgotnymi oczami, odmówił zaakceptowania rozłąki.
Rex, 9-letni pies pasterski, został wychowany od szczeniaka przez pana Mihai, owdowiałego emeryta. Nigdy się nie rozstali. Chodzili razem do sklepu, na pole, do bramy. Kiedy Mihai nagle zmarł, pies stał nieruchomo przed drzwiami, odmawiając jedzenia i szczekania.
W dniu pogrzebu, kiedy trumna została przyniesiona do domu, wydarzyło się coś, czego nikt szybko nie zapomni.
Rex usiadł przed trumną, polizał drewnianą krawędź i wydał z siebie rozdzierający serce dźwięk, głęboki, gardłowy krzyk, który roztopiłby nawet najzimniejsze serca.
„Nigdy nie słyszałem, żeby tak płakał… to było tak, jakby wiedział, że widzi go ostatni raz” – powiedział sąsiad przez łzy.
Ale najbardziej bolesny moment miał dopiero nadejść…
Kiedy ksiądz podszedł, aby rozpocząć nabożeństwo, Rex wspiął się na krawędź trumny swoimi łapami i pozostał tam, nieruchomy, przyciskając głowę do pokrywy, jakby czuwał nad nim. Został tam przez całą ceremonię, odmawiając zabrania.
Po pogrzebie pies pobiegł na cmentarz. Znaleziono go wieczorem, leżącego dokładnie na grobie swojego pana, z głową między łapami, wpatrzonego w przestrzeń. Od tamtej pory przychodził każdego dnia, siedząc w tym samym miejscu, o tej samej porze.
Ludzie ze wsi zrobili mu klatkę w pobliżu krzyża i karmią go. Ale nikt nie jest w stanie zastąpić człowieka, którego kochał bardziej niż własne życie.