„Przebudzenie, pisklęta taty!” Wołam z kuchni i od razu słyszę małe kroki Marii. Zawsze jest pierwszym, który się obudził, podekscytowany nowym dniem szkolnym. Ionuț potrzebuje trzech okrzyków i wizyty w pokoju przed odrzuceniem snu. „Tato, nadepnąłeś moją paski? Mamy dziś zdjęcie grupowe” – pyta mnie Maria, siedząc przy stole i patrząc na parującą filiżankę kakao. „Przebudzenie, pisklęta taty!” Wołam z kuchni i od razu słyszę małe kroki Marii. Zawsze jest pierwszym, który się obudził, podekscytowany nowym dniem szkolnym. Ionuț potrzebuje trzech okrzyków i wizyty w pokoju przed odrzuceniem snu. „Tato, nadepnąłeś moją paski? Mamy dziś zdjęcie grupowe” – pyta mnie Maria, siedząc przy stole i patrząc na parującą filiżankę kakao. „Oczywiście, tak”, odpowiadam, usuwając bluzkę z wieszaka. „I włożyłem twoją niebieską wstążkę do torby, jak mnie pytałeś.”
Ionuț wszedł do kuchni, ciągnąc nogi, włosy i oczy spuchnięte. „Co musimy jeść?” pyta, szepcząc. „Smażenie chleba, mleko kakaowe i jajka”, odpowiadam, umieszczając przed nimi talerze. „I umieściłem kanapkę z szynką i serem na wielką przerwę. Jest w zielonym pudełku”.
Patrzę na to, jak jedzą i czują dziwną mieszankę dumy i wyczerpania, która stała się moim stałym stanem w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy. Tak minęło, odkąd Elena wyjechała do Hiszpanii „tylko przez sześć miesięcy”, jak powiedziała, „zebrać pieniądze na remont domu”. Po dwóch miesiącach codziennych telefonów połączenia stały się rzadsze. Po pół roku jej ostatnia wiadomość była krótka i zimna: „Nie wracam, Vasile. Spotkałem kogoś tutaj. Przepraszam za dzieci”.
„Tato, spójrz, co zrobiłem wczoraj” – mówi Maria, usuwając prześcieradło z plecaka. To prosty rysunek: dom, mężczyzna z fartuchem i dwoje dzieci. Powyżej, kolorowymi literami, pisze „Moja rodzina”.