Kiedy go zobaczyłem, był to koniec października. Mokry, mokry dzień, w którym wiatr obraca parasole z tyłu, a sprzedawcy na rynku pokrywają swoje foliowe towary i chowają ręce w kieszeniach. Wracałem z pracy, szybko kupiłem dwa jabłka i pudełko sera krowiego. Po prostu chciałem w domu. Ciepło. Cichy. Siedział w pudełku, nawet podczas przechodzenia z warzyw do mięsa. Małe, lewe – z dużymi łapami i ostrymi uszami. Nie spieprzył, nie rusztował. Po prostu wygląda. Bezpośredni. W oczach. – Kim jest szczeniak? – zapytałem, bardziej automatycznie. – Nikt, – dał kobietę z gumowymi butami. -Zostawili go. Zostań tu rano. Poszedłem dalej. Nogi wydawały się same przyspieszyć krok. W głowie: to nie czas, nie mogę, kto go wyciągnie, jeśli jest chory? Następnie – zapomnieć. Ale nie mogłem zapomnieć. Następnego dnia wciąż tam był. W tym samym pudełku. Już mokra. Ktoś umieścił mu arkusz gazety. Ktoś inny – pokrywka wodna. Ale nikt go nie wziął. Zwolniłem. Spojrzałem. I spojrzał. Nie spieprzył. Nie rozciągał się w kierunku mnie. Po prostu spójrz. Ponownie – bezpośredni. Nie poszedłem do niego. Ponownie. To był prawie tydzień. Już wiedziałem – to będzie. Stało się to rutyną: mijać, rzucić okiem, poczuć, jak coś potrząsnęło moją klatką piersiową … i odejść. -Takuj to, jeśli litujesz,-powiedział mi kiedyś sprzedawca ryb. – że go karmimy, ale wkrótce zamarznie. Jednak to kurczak. – Mam małe mieszkanie – mruknąłem, nie zatrzymując się. – i praca. Nie poradzę sobie. – Nikt się nie modli. Poczekaj tak. A on … czekam. Słowo „oczekiwanie” uderzyło mnie bardziej niż wszystkie inne …
Drugi tydzień rozpoczął się od zimna. Wiatr przeniknął do bloków, a chmury zstąpiły tak, że wydawało się, że naciskał miasto. Psy bezdomne nie żyją długo w takich dniach. A jednak, kiedy przechodziłem na rynek, był tam. W tym samym pudełku, tym razem pokryte małym, brudnym, wełnianym kocem. Ktoś próbował mu pomóc. Zatrzymałem się. – Czy to tutaj? – zapytałem bez patrzenia na nikogo. – Gdzie iść? – powiedziała stara kobieta z warzyw. -Omówiłem go zeszłej nocy, pada deszcz. Nie chce się stąd wydostać. Po prostu zostań i poczekaj. Tylko Bóg wie, co …
Z połknąłem w ust. Nie szkiwał żadnego gestu, po prostu na mnie patrzył. Jego czarne, błyszczące oczy spojrzały na mnie delikatnością, która prawie bolała. – Jak ma się nazywać? – zapytałem, nie wiedząc, dlaczego. -Nie ma nazwy. Ale jakby „czekał na niego”-uśmiechnął się do sprzedawcy ryb. -Tak się spodziewane …
Wyszedłem ponownie. Ale tej nocy w domu nie mogłem jeść. Nie czytać. Nie zasypiaj. Wydawało mi się, że widzę jego oczy wszędzie. Dlaczego ten cichy, mokry, nieznany szczeniak nie wydostał się z mojego umysłu? Może dlatego, że nic nie prosił. Po prostu … miał nadzieję. Następnego ranka wziąłem dwie torby: jedną ze starym kocem, drugi z puszką mięsa i plastikową miską. Kiedy przyjechałem – pudełko było puste. Moje serce zostało zebrane. – Gdzie to jest? – zapytałem spanikowanego. „Myślę, że poszedł za tobą” – powiedziała kobieta z jajka. „Po wczorajsze wyszedł, on wstał, opiekował się tobą i poszedł do rogu ulicy. Nie wrócił. Zatrzymałem się. Poczułem, że kolana zostały pokrojone. Wyglądałem na pustego, z kocem ciasnym w ramionach, czując się winny czegoś ogromnego i nieodwracalnego. Odwróciłem się przez okolicę, wszedłem na ulice wokół. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nie wróciłem do domu z moczami, łzami, ale następnego dnia, gdy wyszedłem z bloku. the wall, as if he didn’t want to disturb. When he saw me, he got up hard and gave the tail only once. So much. No jumps, no scheunate. Just the tail, slowly. And again – the look. I knelt down the sidewalk. I clasped him in his arms without saying a word. He sighed, as if tired of waiting. – Come on, we go home, – I whispered. Since then, my house is more alive. I don’t know how to explain, but the Air zaczyna się od jego wielkich, co patrzy na to, że „zostajesz? Szczenięta. Gdyby się poddał. Lub jeśli nie miałem odwagi powiedzieć: „Gotowy, daj spokój”. Ale nie poddał się. I powiedziałem „Chodź”. A teraz, każdego ranka, kiedy otwieramy drzwi bloku, robi pierwszy krok. Zawsze z nieco wysoką głową, z tą cichą godnością, która mnie ekscytuje za każdym razem. Ponieważ wie: nie musi czekać. To już w domu.