Wszyscy bali się, że jej ciało się poddaje.

… Wszyscy obawiali się, że jej ciało się poddaje. Tej nocy była jedną z najdłuższych w życiu mojej matki. Siedział obok łóżka Liliana, trzymając ją za rękę, patrząc na to, jak gryzie urządzenia, jak lekarze wchodzą i wychodzą, z czołami i w pośpiechu. Lilian Delira, czasami krzyczała nazwiska postaci z swoich ulubionych rysunków, czasami przeprosiła:

-Mom … Przepraszam, że byłem zdenerwowany … Zjadłem twoją czekoladę …

Moja matka gładziła ją w czoło, nie mogąc mówić. O świcie kryzys minął. Temperatura Scăzu. Puls stabilizuje się. Lilian zasypiał głęboko po raz pierwszy od dni. Lekarze oddychali z ulgą. Dziecko znów pokonało. Następne kilka dni było decydujące. Kontrolowana dieta, leczenie immunoglobuliny, suplementy, infuzje – wszystko zostało dokładnie monitorowane. Lilian zaczął przybierać na wadze, częściej się uśmiechać, prosić o ołówki i arkusze. Jej pierwsze rysunki były proste: mała dziewczynka, słońce, matka trzymająca miś. Trzy miesiące po hospitalizacji Lilian szedł sam przez korytarz odcinka, ze szatą medyczną zbyt dużą, ale z jasnymi oczami. Cały zespół medyczny ją znał. Pielęgniarki przyniosły jej herbaty miodne, pielęgniarki pozwoliły jej przykleić naklejki do stetoskopów. Nawet lekarze, zmęczeni i zawsze w pośpiechu, uśmiechnęli się inaczej, kiedy ją poznali. – Wiesz, – czasami powiedziała – będę jak ty. Ale będę miał różowy stetoskop. Wszyscy się śmiali. Ale w jej duszy ta myśl rozkwitła powoli, jako obietnica. **

Kiedy Lilian został zwolniony, cała sekcja zebrała się, by się pożegnać. Zrobili ciasto misia, napisali: „Jesteś naszym wojownikiem!” Z bitą śmietaną i pozwolili jej przeciąć symboliczną wstążkę ze szpitala. Lekarz uczestniczył na szyi zabawkowego stetoskopu i powiedział:

-To to kupujesz prawdziwy, zachowaj go jako amulet. Lata minęły. Życie nie było łatwe. Lilian miała nawroty, musiała przestrzegać kosztownych metod leczenia i surowych reżimów. Często rezygnował ze słodyczy, wakacji, imprez dla dzieci. Dar niciodată n-a renunțat la visul ei. Każde urodziny narysował białą szatę na papierze i napisał: „Dr Lilian”. Nauczył się z ambicjami. W szkole średniej zawsze przyjmował nagrodę I., którą czytał w nocnych książkach biologii, a rano zauważył w notatniku wszystko, co kiedykolwiek słyszał w szpitalu o chorobach, leczeniu, protokołach. Miał obsesję na punkcie ratowania innych. W wieku 19 lat wszedł na wydział medycyny. Matka płakała na schodach uniwersytetu, z małą broszką złapaną na jej klatce piersiowej – misia. Lilian był już znany w społeczności medycznej. Jej historia zainspirowała artykuły, wywiady, a nawet specjalne stypendium dla dzieci, które walczyły z rzadkimi chorobami. To był pierwszy rynek akcji. I może najbardziej zdeterminowany. W czwartym roku poprosił o ćwiczenie w tym samym szpitalu, w którym przyjęto dziecko. Kiedy ponownie wszedł na ten biały korytarz, wręczył asystent:

– Ty … jesteś Lilian? „Teraz jestem studentką medycyny” – powiedziała z uśmiechem. – Czy pamiętasz różowy stetoskop? – Mam go w szufladzie! – Zaśmiał się pielęgniarki ze łzami w oczach. W sekcji pediatrii Lilian nie był tylko „uczniem”. To była nadzieja w ciele i kościach. Chore dzieci spojrzały na nią z podziwem, a jej rodzice wysłuchali jej ciepłego głosu. Mówiła im:

– Wiem, że to trudne. Ale to może. Jestem dowodem. Pewnego dnia mała dziewczynka, związana z infuzją, zapytała:

– Byłeś chory jak ja? Lilian uklękła obok łóżka, wzięła ją za rękę i powiedziała:

– Tak. I dobrze sobie radziłem. I możesz. **

W wieku 27 lat dr Lilian Becker został pediatrą specjalizującym się w rzadkich chorobach. Miał własny gabinet, własną szatę o haftowanym imieniu i, tak, własnym różowym stetoskopie. Ale co ważniejsze – miał pacjentów, którzy powiedzieli mu: „Dziękuję za istnienie”.

Jej matka, obecnie 60 lat, czasami przychodziła z ciastami dla kolegów. Siedział przy drzwiach i z dumą patrzył na swoją córkę. – Była jak trawa, kiedy powiedzieli, że nie ma wiele … – powiedziała kolegom Lilian. -Ale spójrz na nią dzisiaj. To jest jak cały las. Lilian zawsze się uśmiechała, ale w swoim sercu nosiła każdy krok z bólem, każdej nocy z gorączką, każdą łzą wylaną przez strach przed śmiercią. I wiedział: wszystko było tego warte. Ponieważ dzisiaj była głosem, który łagodzi, wspierającą rękę i serce, które zachęca. I u każdego dziecka, które potraktował, zobaczył tę słabą, wielkie oczy, która nie chciała umrzeć przed zakończeniem swojej ulubionej serii.